Co tak naprawdę się stało w redakcji Charlie Hebdo i jakie ma to znaczenie dla losów Europy?

W zamachu na redakcję tygodnika „Charlie Hebdo” w Paryżu zginęło 12 osób, w tym ośmiu dziennikarzy, a 11 osób zostało rannych, w tym cztery ciężko. Atak na redakcję satyrycznego magazynu to najbardziej krwawy akt terrorystyczny w historii Francji od ponad 40 lat, ale zamachy islamskich radykałów miały już miejsce wcześniej. Dwa lata temu muzułmański ekstremista i obywatel Francji, Mohamed Merah zabił w Tuluzie i okolicach 8 osób, w tym trójkę dzieci. W zeszłym roku inny obywatel Francji, uczestnik dżihadu w Syrii, zamordował w Muzeum Żydowskim w Brukseli 4 osoby. Jedna z ocalonych dziennikarek „Charlie Hebdo” opowiadała, że zamachowcy podkreślali swoje związki z Al-Kaidą. Oraz, że „wysławiali się doskonale po francusku”. I tu kryje się kolejny problem.

Dzieci imigrantów z krajów Afryki Północnych mówią znakomicie po francusku. Znacznie lepiej niż ojcowie. Ale za to znacznie częściej niż ojcowie nienawidzą swej przybranej ojczyzny. Dla poprzedniego pokolenia imigrantów z Maghrebu Francja stanowiła obietnicę lepszego życia. Dla ich dzieci ten kraj oznacza trwałą marginalizację i obietnicę bezrobocia do grobowej deski. Dlatego wybierają islamski radykalizm – również ten krwawy. Francja jest największym eksporterem bojowników dżihadu wśród wszystkich krajów Zachodu.